Cześć Wam!
(Dusieko, widzę jak się cieszysz :p )
Reszta notki autorskiej tradycyjnie, pod rozdziałem.
Pierwsze promienie słońca wpadły do pokoju Will’a rozświetlając go ciepłą pomarańczową barwą. Chłopak przeciągnął się i wstał z najwygodniejszego posłania, na jakim miał okazję spać. Rozejrzał się dookoła i podszedł do okna. Dom, w którym nocowali zdawał się wyrastać z drzewa. Kilkanaście metrów od niego była druga taka chatka, a dalej trzecia. Jeden z nich stał dokładnie naprzeciw. W ten sposób Will zaglądał do okna jednego z pokoi.
Stała tam postać ubrana w skórzany kaftan. Była zwrócona tyłem do chłopaka, więc widział tylko jej plecy oraz długie, opadające poniżej ramion złote loki...
-Kobieta? – zdziwił się tylko, a ona w tym czasie odwróciła się do niego przodem. Zobaczył jej twarz, na której najpierw wymalowane było zaskoczenie, potem zdziwienie i zainteresowanie, a na koniec wrogość. Zauważył w jej ręce kartkę i bordową kopertę. Nie miał okazji przyjrzeć się jej dłużej, bo nieznajoma odbiegła od okna.
Will wciągnął na siebie biała koszulę, brązowe bryczesy i skórzane buty. Pobiegł do salonu, gdzie czekali na niego Castiel i Jake. Siedzieli przy stole i jedząc śniadanie czytali list z zielonej koperty.
- Cześć – przywitał się, siadając do stołu.
- Hej – odpowiedzieli równocześnie. – Smacznego – dodał Castiel i wrócił do czytania.
- Co to? – Zapytał Will, wskazując skinieniem głowy pożółkły papier zapisany zielonymi literami. W przeciwieństwie do braci Haravell on nie potrafił czytać.
- List od tej całej Nerii. – Odpowiedział Jake, odchrząknął i zaczął czytać:
„Drużyno z Cherits!
Rozpoczynamy dziś trening do zawodów o Sok Z Magicznego Drzewa. Po śniadaniu zbierzcie się na placu głównym, gdzie otrzymanie resztę informacji.
Konkurs jest oparty na prawach lasu i elfów oraz przysięgi Srebrnego Jabłka.
Oto one:
1. Wszyscy uczestniczy muszą przeżyć. Morderstwo podlega karze śmierci.
2. Zabrania się krzywdzenia zwierząt, zarówno magicznych jak i niemagicznych. Wykroczenie to podlega karze śmierci (pod sądem elfa-opiekuna).
3. Zabrania się sojuszy z drużynami innych państw. Spisek podlega sądowi elfa-opiekuna drużyny.
4. Zabrania się niszczenia lasu. Podlega to sądowi elfa-opiekuna drużyny lub karze śmierci.
5. Zabrania się oszustwa, które podlega sadowi elfa-opiekuna drużyny.
6. Zabrania się używania czarnej magii. Konsekwencją jest wydalenie z drużyny.
7. Bunt uciszany jest natychmiastowo i karany wydaleniem z drużyny.
8. Wszystkie inne wykroczenia rozstrzygane będą przez sąd elfa-opiekuna drużyny.
9. Zawody kończą się, gdy jedna z drużyn zdobędzie Jabłko Magicznego Drzewa, odpowiadające barwom swojego królestwa.
Jako, że ja jestem Waszym elfem-opiekunem wszystko ustalacie ze mną. Musicie przestrzegać tych zasad, dlatego radzę Wam zostawiać sobie wszystkie listy.
Do zobaczenia na treningu.
Neria
PS. Powodzenia!"
- Ciekawe. – Mruknął Will i odstawił talerz.
- Musimy iść. – Zarządził Castiel. Sięgnął po swój płaszcz i wyszedł. Will i Jake podążyli za nim. Główny plac znajdował się niedaleko. Był naprawdę ogromny. Stał tam dom rodziny królewskiej, stajnia, strzelnica i biblioteka. Will nigdy czegoś takiego nie widział. Drzewo domowe władców tej puszczy było większe niż pałac Suzerena w Register. Gdy był młodszy często żebrał pod ogromną budowlą i zazdrościł jej właścicielowi pieniędzy oraz tego, że nigdy nie przymierał głodem.
Na środku placu stała Neria i czekała na nich z rękami skrzyżowanymi na piersi. Podeszli do niej.
- Spóźnienie! – Powiedziała, a oni zrobili przepraszające miny. – Truchtem dwa kółka wokół placu! – Rozkazała i drużyna jej posłuchała. Gdy wrócili Neria dała im znak, żeby usiedli.
- Dziś pierwszy dzień treningu – zaczęła. – Ustaliśmy wraz z komisją, że poświęcimy go na naukę jazdy konnej.
- Co z naszymi końmi? – przerwał jej Castiel.
- Chyba nie myśleliście, że pozwolimy wam jeździć na tych szkapach?! – wyśmiała go, a potem dodała. – Jeśli będziecie tego chcieli, to zwrócimy je po zawodach. Na ten czas dostaniecie konie, które są o niebo lepsze. Wam przydzielono… hmm… jakie one miały imiona…? Już wiem, Blitz i Donner.
- A trzeci? – zapytał Will po dłuższej chwili.
- Miały być po dwie osoby z królestwa, nieprawdaż? Ale masz rację. Musisz poprosić o współpracę Zoltara.
- Jak to o współpracę? Przecież to w końcu koń, zwierzę…? – zdziwił się chłopak.
- Zoltar to magiczne, mówiące zwierzę, dlatego uważaj na słowa małolacie! – warknęła rozzłoszczona i poszła w stronę stajni. Oni poszli za nią.
Will lubił chodzić po stajniach. Lubił zapach tam panujący i obecność zwierząt. Nie przepadał za tymi małymi pieskami salonowymi, w których lubowała się Jenny. Za to konie były stworzeniami, na które warto zwrócić uwagę.
Stajnia była ogromna. Były tam trzy alejki, po których prawej i lewej stronie znajdowały się rzędy boksów. Neria poprowadziła ich w prawo. Konie Castiela i Jake’a stały pierwsze od wejścia. Zoltar stał po drugiej stronie, więc Will nie zważając na nic udał się tam.
- Gdzie idziesz? – zapytał Castiel z pretensją. – Wracaj tu i słuchaj, bo nie będziesz brał udziału w zawodach, tylko zatrudnimy cię jako giermka – bracia roześmiali się nieprzyjemnie.
- Że niby co?! – Zdenerwował się Will. – Neria? – Spojrzał na elfkę błagalnym wzrokiem.
- Nie będzie waszym giermkiem, tępaki! - uderzyła się otwartą dłonią w czoło i stała tak dłuższą chwilę. - Walnijcie wy się w te puste łby i zacznijcie słuchać ze zrozumieniem!
- Dobra, dobra... - Cass uniósł ręce w pojednawczym geście. - Już słuchamy.
- Willu, ty musisz tu na mnie poczekać, bo z tobą jest więcej pracy. Wy! - Wskazała Casa i Jake'a. - Słuchać mnie uważnie! Blitz i Donner to konie szlachetnej półkrwi. Są wszechstronne, wytrzymałe, bardzo wyrozumiałe, a także delikatne. Musicie uważać. Tutaj macie siodła i ogłowia. - powiedziała, wskazując ekwipunek. - Ubierzcie je, a ja idę z Willem do Zoltara. Nie zepsujcie nic - pogroziła im palcem i poszła z chłopakiem na drugą stronę stajni. Dyskretnie spojrzała do boksu ogiera.
- Witaj Nerio. - Odezwał się bułany. - Kogo mi przyprowadziłaś?
- To jest Will. Chłopak chciałby cię prosić...
- Elfko! Stworzenie ma język i potrafi mówić, więc nie wyręczaj go, tylko idź do twojej drużyny, bo słyszę, że sobie nie radzą.
Neria jak oparzona pobiegła do Jake'a i Castiela. Ogier spojrzał na chłopaka.
- To o co chciałeś mnie poprosić, Willu?
- Ja chciałem... potrzebuję... czy mógłbyś zostać moim wierzchowcem?
- A nie dali ci kogoś z tych zwykłych koni? - Zapytał Zoltar ze spokojem.
- W drużynie mogą być tylko dwie osoby i Neria nie może dać mi konia, a mój kuc się ponoć nie nadaje.
- No i ma rację! - Parsknął śmiechem ogier. - Zostanę twoim transportem, ale będziesz trzymał się zasad, które ci wyznaczę.
- Dobrze - odparł Will i uśmiechnął się szczerze. - Możesz mówić.
- A więc, nie będziesz zakładał mi ogłowia. Siodło, jeśli już, to luźno, bo jest bardzo niewygodne. I nie kop mnie, tylko komunikuj się ze mną za pomocą myśli. Czy mógłbym wejść w twój umysł, żebyś mógł mi przekazywać, co mamy robić?
- Tak - odparł Will i zamknął oczy. Poczuł myśli Zoltara. To było coś nowego, dziwnego. Nigdy czegoś takiego nie przeżywał i w ogóle nie miał zielonego pojęcia, dlaczego się zgodził. Neria nie miała w sobie tego czegoś, co posiadał ten wysoki bułany ogier.
- Co robicie? - przerwała im elfka. Will otworzył oczy i zobaczył, że Neria niesie ekwipunek. Zoltar popatrzył na nią ze zdziwieniem i poirytowaniem. Czarnowłosy zastosował się do poleceń mówiącego zwierzęcia i po uprzednim dokładnym czyszczeniu założył siodło, zapinając luźno popręg. Ogłowie przewiesił przez drzwi boksu i wyszedł z Zoltarem na korytarz.
Castiel i Jake zrobili to w tym samym czasie. Ich konie były kare, z długimi grzywami i szczotami na pęcinach.
- No dobrze! - Neria pojawiła się jak gdyby znikąd. - Idźcie na padok... Willu, czemu nie dociągnąłeś popręgu?
- Zoltar powiedział...
Elfka spiorunowała ogiera wzrokiem.
- Nie słuchaj go. - przerwała mu - Spryciarz chciał się wymigać od pracy! Podciągnij normalnie, do końca.
Will wykonał polecenie. Koń spojrzał na niego błagalnym wzrokiem. Niestety, chłopak musiał dbać o własne interesy, a nie chciał zsunąć się z siodła na oczach wszystkich drużyn.
- Bawcie się dobrze i nie połamcie się! - zakończyła i przy pomocy magii rozpłynęła się w powietrzu.
Poszli na maneż. Tam czekały na nich drużyny z Sharem i Anosses. Na środku stał elf z krótkimi, ciemnoblond włosami.
- Witajcie! - odezwał się i podszedł bliżej. - Mam na imię Dean i jestem trenerem jazdy konnej... Zoltar?
- Czego chcesz elfie? - burknął ogier.
- Ty przecież nie chodzisz pod siodłem! - Dean nie potrafił ukryć zdziwienia.
- Nie chodzę pod siodłem, tylko współpracuję z Willem - odparł i dumnie uniósł łeb do góry.
- Ciekawe... - mruknął pod nosem elf, a potem powiedział już na głos - Na koń!
Wykonali polecenie trenera i włączyli się na koniec zastępu.
Przed nimi jechało kilka osób. Blondynka, pochodząca z Anosses, którą Will widział w oknie, jechała na gniadej klaczy na początku zastępu. Za nią jechała krótko obcięta brunetka, także z Anosses, na siwym wałachu. Następnie albinos, który pochodził z Sharem, na karo-srokatym ogierze i długowłosa szatynka siedząca w siodle izabelowatej klaczy.
- Zróbcie pomiędzy sobą większe odstępy i ruszcie kłusem! - powiedział elf, biorąc do ręki długi bat.
Will zrobił z Zoltarem dużą woltę i poprosił go w myślach, żeby ruszył kłusem.
Nie - odparł koń.
Dlaczego? Proszę cię... - mówił nadal Will
Chłopak wbrew woli Zoltara przycisnął delikatnie łydki. Jego wierzchowiec jak oparzony ruszył kłusem.
Ogier miał wygodny chód.
Dlaczego to zrobiłeś? - zapytał zdenerwowany.
Nie dawałeś mi innego wyboru... – odparł.
Koń natychmiast przeszedł do stępa.
- Co jest? - zapytał Dean - Zoltarze, nie rozczulaj się nad sobą i idź tym cholernym kłusem!
Na maneżu rozległ się trzask Deanowego bata i ogier z ociąganiem ruszył kłusem.
Will czuł zły nastrój ogiera, ale nie mógł pozwolić by bułany cały czas wlókł się swoim ociąganym stępem.
- Zmieńcie kierunek! - rozkazał trener i uczestnicy wykonali odpowiednie figury.
Tym razem Zoltar ociągał się jeszcze bardziej. Will przycisnął delikatnie łydki i ogier podskoczył na tylnych nogach, prawie wysadzając jeźdźca z siodła.
Dean zareagował natychmiast i strzelił ogiera w zad swoim długim batem. Zoltar jednak nie pozostał mu dłużny. Posłał w myślach do Willa szybkie: "Trzymaj się mocno", odwrócił się, złapał w zęby długi Deanowy bat, wyrywając go właścicielowi z ręki i uciekł szybkim galopem na drugą stronę maneżu.
Dla postronnego obserwatora musiało to wyglądać komicznie i tak było. Jake i Cass śmiali się do rozpuku, kiedy Will walczył, aby utrzymać się w siodle szalonego ogiera. Reszta tylko chichotała pod nosem.
Elf bez zastanowienia pobiegł za swoim przeciwnikiem. Był wysportowany, ale przecież nikt nie mógł się równać w wyścigach z rosłym bułanym koniem.
- Jak Will spadnie, to będzie twoja wina! - powiedział po kilku minutach znudzony już pościgiem za batem.
Rzeczywiście. Zoltar nie zauważył, że jego jeździec ledwo już trzyma się w siodle.
- Niech ci będzie... - odparł i wypuścił bat spomiędzy zębów. Potem radosnym kłusem z zadartym wysoko łbem wbiegł na ścieżkę. Był wyraźnie dumny z siebie i swojego wyczynu.
Lepiej ci? - zapytał zmęczony Will.
Jak najbardziej - odparł.
Jakkolwiek koń może się uśmiechać, Zoltar właśnie to robił. Szczerzył zęby, doprowadzając Dean'a do szewskiej pasji.
- Ruszcie galopem - polecił elf bez wyraźnego entuzjazmu, który był odczuwalny na początku treningu.
Po kilku minutach przeszli do stępa. W tym czasie jednak zdążyli spaść Castiel ze swojego karusa i tamten albinos z Sharem.
Elf tłumaczył wszystkim w teorii jak mają jeździć, żeby "dogadać" się z końmi, aby ich nie zepsuć i, co najważniejsze, jak z nich nie spadać. Opisywał charakter każdego konia oprócz Zoltara.
- Zaprowadźcie konie do boksów i wyczyśćcie je. Po obiedzie jazda na oklep - zakończył Dean, wywołując wyraźny wyraz niezadowolenia u Casa i Jake'a. - I błagam, przedstawcie się chociaż sobie, bo podczas treningów jesteście jedną drużyną! Mówicie w tym samym języku i macie ten sam cel. Na rywalizację przyjdzie czas na zawodach.
"Łatwo mu mówić" - Will usłyszał myśli blondynki z Anosses i skierował Zoltara ku stajni.
Chłopak zsiadł z niego, zdjął siodło i dokładnie wyczyścił. Poklepał jeszcze konia po szyi i zaprowadził do boksu.
- Jak ty to robisz? - Will usłyszał za sobą głos Nerii.
- Ale co? - zdziwił się chłopak i spojrzał w stronę elfki.
- Najpierw znajdujesz symbol Srebrnego Jabłka, a teraz jakimś cudem dogadujesz się z Zoltarem, który nie akceptuje, od tak sobie, byle kogo.
- Wszystko słyszę, ty stara wiedźmo! - Zagrzmiał ogier i odwrócił się zadem w ich stronę.
- Może lepiej zaprowadzę cię na obiad. - Powiedziała elfka i ruszyła w stronę wyjścia.
Chłopak jeszcze raz spojrzał na bułanego, a potem podążył za Nerią.
*
Stworzenie cierpliwie czekało. Wydrapywało pazurkami miękką ziemię spod swoich dużych jasnych łap.
- Cierpliwości. - Ktoś szepnął do mu do ucha. - Już niedługo, to tylko kwestia kilku tygodni.
______________________________
~*~ Rozdział poprawiony przez Breenę ~*~
Ludzie witajcie! Jak napisałam w notce informacyjnej: Rozdział - niespodzianka. Długo nie pisałam tego opowiadania, bo... najzwyczajniej w świecie zgubiłam rękopis! O.o
Ale cóż... takie życie... ;-;
Uwaga! Zrobiłam szablon!
Podgląd na dole...
Najważniejsza Wasza opinia!
CZY TEN SZABLON MOGĘ WSTAWIĆ NA BLOGA, czy mam próbować dalej? (ewentualnie co mam zmienić)
~~Wasza SilverGold