- Teraz na kawę do Starbucks'u! - krzyknęła Marta, wychodząc z sali lekcyjnej po odebraniu świadectwa.
- Taaak! - odpowiedziała jej Zuza i spojrzała na swoje świadectwo z biało-czerwonym paskiem.
- Nareszcie. - Dodała Oliwia, wymachując stypendium.
- Jedziecie z nami? - Zuza skierowała pytanie do braci Bartka i Marcina, uśmiechając się skromnie.
- Czemu by nie? - odparł starszy* i poszli z dziewczynami. Po drodze dołączyli do nich jeszcze Nikola, Paweł i Jasiek.
- Co dostaniesz za pasek? - Zuza skierowała pytanie do Marty, a ta uśmiechnęła się szczerze.
- Pojadę z Piotrkiem na Marsów**! -odpowiedziała i ze szczęścia klasnęła w dłonie. Na miejsce dojechali autobusem. Rozmawiali ze sobą, a Zuza ukradkiem spoglądała na Marcina. Teraz ich kontakt miał się urwać, bo szli do innych szkół. Zostały im jeszcze tylko dwa miesiące wakacji. W kawiarni padły zamówienia na kawę mrożoną, latte i cappuccino.
- Za zakończenie gimnazjum i początek wakacji! - powiedziała Nikola, unosząc filiżankę do góry.
- Za wakacje! - krzyknęli wszyscy i stuknęli się szklankami.
- Jakież to jest zajebiste! - skomentowała Marta po upiciu łyczka swojej latte. Oliwia i Zuza jej przytaknęły.
- Latte ze Starbucks'u zawsze spoko... - stwierdziła wysoka blondynka, odstawiając kubek na stolik.
- Jest impreza u Łośka, - zaczął Bartek - przyjdziecie?
- Tak! - wybuchnęła gwałtownie Marta i dodała - A kiedy?
- Dzisiaj o wpół do dziesiątej - odpowiedział za brata Marcin.
- A wy? Będziecie? - skierował pytanie do Oliwii i Zuzy.
- No jasne! - odparła czerwonowłosa***, upijając warstwowego latte.
~*~
Oliwia miała na sobie długie, czarne rurki, tego samego koloru baleriny oraz srebrną, połyskującą bluzkę na ramiączkach. Wysoka blondynka też wyprostowała włosy, zrobiła kreski i pomalowała rzęsy tuszem. Marta założyła prześliczną, czarną bluzkę, ciemne jeansy i tego samego koloru jak bluzka, baleriny. Zuza ubrała krótką, zwiewną, brązową sukienkę z szerokim, błękitnym paskiem oraz brązowe czółenka. Falowane, czerwone włosy rozpuściła, więc spływały na jej ramiona i sięgały poniżej łopatek. Furtka na podwórko Damiana była otwarta, więc dziewczyny weszły. Nie zadzwoniły, aby poinformować, że już są, bo dzwonka najzwyczajniej w świecie nie było. Drzwi otworzył im Łosiek i wraz z jego uśmiechem uderzyła w nie fala muzyki.
- Cześć! - przywitał je wysoki szatyn - Salon jest na lewo, barek obsługuje Fabian w kuchni, która jest na prawo. Dziewczyny weszły, przywitały się z ludźmi przebywającymi w salonie i skierowały się do kuchni.
- Elo! - przywitał je średniego wzrostu brunet, który siedział przy blacie na wysokim barowym krześle. - Co chcecie do picia? Cola, sok, czy coś mocniejszego? - zaproponował i wyszczerzył białe zęby w słodkim uśmiechu.
- Na początek cola z lodem. - Stwierdziła Marta, opierając się o blat.
- Dla mnie to samo. - Dodała Oliwia.
- Dla mnie też - odparła czerwonowłosa z wyrazem obojętności na twarzy.
- Spoko - Fabian wyciągnął trzy szklanki, wsypał do nich po dwie kostki lodu i uzupełnił colą do pełna.
- Dzięki - powiedziała Marta i dziewczyny wzięły swoje napoje. Wyszły przez tylne wejście do ogrodu. Tam dopiero zaczynała się zabawa. Na stoliku ustawione były ogromne głośniki, didżej zapodał właśnie jakiś inny kawałek.
Marta i Zuza wpadły w ogromną radość słysząc jedną ze swoich ulubionych piosenek, a Oliwia tylko westchnęła i poszła do stolika z przekąskami. Blondynka myślała o tym, aby poprosić ojca o konia, bo przecież Zuza dostanie wierzchowca, a jest w gorszej sytuacji finansowej od niej. Już od dawna miała na oku pewnego ślicznego, siwego wałacha.
- Cześć - zagadał do niej Michał, kolega Damiana. - to są twoje koleżanki? - wskazał Zuzę i Martę.
- Tak - odparła - dobrze się bawią... Idę po jakiegoś drinka. - Powiedziała i udała się w stronę kuchni.
~*~
Zuza szukała wzrokiem Marcina. Jeszcze przed chwilą go tutaj widziała, ale to mogły być zwidy. Alkohol mógł zamącić jej w głowie, która będzie ją rano bolała jak nigdy dotąd. Udała się chwiejnym krokiem do salonu i usiadła ciężko na czerwonej sofie.
- Tu jesteś, szukałem cię - zagadał do czerwonowłosej Bartek.
- Gdzie Marcin? - zapytała, patrząc na niego spod powiek.
- Nie mógł przyjść, ale kazał ci przekazać, że przyjdzie do ciebie, jak już kupisz konia, żebyś go nauczyła jeździć. Kazał się też dopytać, kiedy to będzie.
- Po jutrze po nią jadę. - Odparła i oparła głowę na sofie.
- Chcesz drinka? - zapytał i uśmiechnął się złowieszczo.
- Nie. Na dzisiaj mam już dość. - Zuza odpowiadając wysiliła resztki trzeźwego umysłu. Bartek zauważył, w jakim jest stanie.
- Chodź - powiedział i pociągnął ją za rękę w stronę schodów. Dziewczyna poszła za nim. Otworzył jedne z wielu drzwi na piętrze i ich oczom ukazała się śliczna sypialnia. - Połóż się i trochę prześpij. Powiem dziewczynom, że tu jesteś i... w jakim stanie. To tylko alkohol, czy coś jeszcze?
- Drinki - odparła i położyła głowę na poduszce. Zaraz potem zasnęła i śniła o koniach. Jeździła w lesie na Blitz'u i Eskalacji, i miała te konie, na własność.
~*~
- Ehh... - westchnęła Marta - i co my z nią zrobimy?
- Mojego taty nie ma w domu. - odparła Oliwia - Możemy nocować u mnie...
- Albo zostać tutaj. - Wtrącił się Damian - Starzy przyjeżdżają pojutrze.
- Dzięki, - odparły przyjaciółki i weszły do sypialni, w której spała Zuza - dobranoc. - Powiedziała Oliwia i zamknęła za sobą drzwi.
~*~
Otworzyłam niechętnie oczy oślepiona blaskiem przedpołudniowego słońca i przewróciłam się na drugi bok, próbując znów zasnąć.
- Zuza, śniadanie! - krzyknęła z dołu moja mama. Westchnęłam tylko i zwlokłam się z posłania. Miałam dzisiaj jechać po konia. Zeszłam na dół do kuchni, usiadłam przy stole i zaczęłam pałaszować płatki z mlekiem.
- Kiedy przyjedzie wujek z Montaną? - zapytałam mamę o młodą klacz konika polskiego, która miała być towarzyszką mojego konia.
- Dzisiaj o dwudziestej, jak dobrze pójdzie. - Odparła mama i usiadła przy mnie z kubkiem gorącej kawy.
- O której wyjeżdżamy? - mama zadała pytanie, na które odpowiadałam już od tygodnia.
- Oliwia i Marta przyjeżdżają tu o czternastej. Zabierzemy gotówkę i pojedziemy. - Odrzekłam.
- A potem wy idziecie na piechotę do stajni, a ja mogę jechać na zakupy.
- Tylko go trochę rozchodzimy i weźmiemy cały sprzęt.
- Dobra, a teraz idź się ubrać, bo nie pojedziemy! - zagroziła mi, a ja wształam od stołu, szybko podziękowałam za posiłek i pobiegłam na górę. Wzięłam przysznic, zrobiłam delikatny makijaż i założyłam brązowe bryczesy oraz krwistoczerwoną bokserkę. Byłam gotowa na czas. Zbiegłam szybko po schodach, a z szafki w przedpokoju wyciągnęłam mój kask i metrowy bat. Usłyszałam dzwonek, więc nacisnęłam przycisk otwierający furtkę.
- Chcesz jeszcze coś zjeść? - zapytała mnie mama. - Mamy jeszcze pół godziny.
- Zapakuję sobie coś, a ty idź już może odpalić auto?
- Dobra - odpowiedziała, wzięła torebkę i wyszła, wpuszczając do środka dziewczyny.
- Cześć! - powiedziała Marta i przytuliła się do mnie. Miała na sobie legginsy moro, czarne trampki oraz tego samego koloru bluzkę na ramiączkach. Oliwia założyła ciemnoniebieską bokserkę, czarne bryczesy, które jak zwykle były przykrótkie oraz skórzane sztylpy.
- Hej! - odpowiedziałam i uśmiechając się włożyłam do siatki kilka pokrojonych jabłek i trzy banany.
- Schowasz mi to do torby? - zapytałam Martę, a ta wzięła ode mnie pakunek i schowała do czarnej torebki, z którą rzadko się rozstawała.
- I to! - dodałam, wręczając jej klucze do stajni i telefon, ponieważ nie mieścił mi się w kieszeni bryczesów.
- Dobra, jedziemy? - niecierpliwiła się Oliwia. - Lepiej być wcześniej niż za późno.
- Spoko, co się tak denerwujesz? - odparłam i poszłam do przedpokoju. Tam założyłam skórzane sztylpy i zawiązałam w pasie cienką brązową bluzę. Razem wyszłyśmy z domu, a ja zamknęłam na klucz drzwi frontowe. Wsiadłyśmy do samochodu i pojechałyśmy do stajni
Po piętnastu minutach dotarłyśmy na miejsce. Wysiadłyśmy z granatowego Volkswagena i poszłyśmy w stronę największego budynku. Dwa owczarki niemieckie zapowiedziały nasze przybycie głośnym szczekaniem.
- Dzień dobry! - przywitałyśmy się z panią Asią, właścicielką stajni.
- Dzień dobry. - Opowiedziała i podeszła bliżej nas. - Wy przyszłyście po tego ogiera?
- Tak, - odpowiedziałam - moja mama ma pieniądze. Gdzie on jest?
- Na łące, ale... będziesz jeździć? - zdziwiła się kobieta.
- Jeśli możemy, to skorzystamy. - Powiedziałam.
- Idź. Weź ze sobą uwiąz. - Zgodziła się pani Asia, a my poszłyśmy do siodlarni. Wzięłyśmy moje wszechstronne siodło z czerwonym czaprakiem i tego samego koloru owijki. Następnie poszłyśmy po uwiąz i na łąkę, zostawiwszy najpierw sprzęt przy belce, przy której siodła się konie.
Przy barierkach stałą rodzina z czteroletnim dzieckiem. Mój koń był akurat blisko.
- Konik w kropki! - wykrzyknął chłopczyk, a "Dalmatyńczyk" postawił uszy. Był zadziwiająco czysty. Zwykle musiał się gdzieś wytarzać. Uprzykrzanie mi życia czyszczeniem jego biało - czarnej sierści należało do jego ulubionych zajęć. Weszłam na pastwisko i przypięłam pożyczony uwiąz do jego czerwonego kantarka. Zdecydowanie ten kolor był moim ulubionym. Ślicznie w nim wyglądał. Miał białą sierść z czarnymi kropkami i jedno, prawe rybie oko, a jego bujna grzywa i długi ogon miały pasemka. Ogier był dość duży. Określałam jego wzrost na sto sześćdziesiąt centymetrów w kłębie.
Przytuliłam się do mojego konia. Tak, wreszcie był mój! Na sto procent, w całej swojej okazałości!
- Kocham cię Mirażu. - Wyznałam i zamknęłam oczy.
~*~
Wyjaśnienia:
*Marcin jest starszy
**Zespół Thirty Seconds to Mars (koncert - Rybnik 2014 *_____* )
***Zuza ma czerwone, farbowane włosy
________________________________________
Hejoł! Oto macie, proszę rozdział pierwszy końskiego opowiadania. Bardzo przepraszam za zmianę osoby, ale nie umiałam dalej pisać w trzeciej... :c
Wypisujcie wszelkie błędy, błagam, bo wszyscy wiedzą, że nikt nie jest idealny. :p
Na koniec ostatnia informacja: KOMENTUJCIE! Możecie nawet hejtować, ale chcę widzieć chociaż dwa komentarze pod tym postem! Zrozumiano? xD
Nie przejmujcie się mną, głupawka. Ja tak czasem - czasem często, mam, a potwierdzić to mogą osoby w moim codziennym otoczeniu. :p
Pozdrówka,
SilverGold
Nie wiem, czy się w to bawisz, ale nominowałam Cię do LBA z betonowe-lasy.blogspot.com.
OdpowiedzUsuńMarsy w Polsce?! lol, na poczatku roku sprawdzalam, to nie bylo... musialam pominac xd kiedy? blagam, zebym nie przegapila :O pozq tym, czemu Rybnik? Ni mieli jakihs... wiekszych miast? xd noe no, dobrze, ze nie Warszawa :) chociaz... gdzie jest Rybnik? xd niewazne xd moze sie zobaczymy :D nie... raczej watpie, zduzo ludzi ;)
OdpowiedzUsuńmam 5 min pooznienia!!! dramatyzuje? nie, skadze :3 wcale sie nie poderwalam z siedzenia, jak przejezdzalam kolo jego domu xd
strasznie fajny rozdzial <3 jejku, juz lubie to opowiadanie. pominelam one shoty, bo nie lubie HP ^^ nie mam zielonego pojecia, co tu jeszcze napisac, ani ile zrobilam w tym komentarzu bledow, bo w mojej glowie jest metlik :<
Dobra, do zobaczenia, bo musze wysiadac!