sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział drugi - Projekt: "Europa"


"Nie dowierzam własnym oczom..."



Trzy i pół godziny lotu helikopterem było dla wylosowanych prawdziwym wysiłkiem psychicznym. Liam całą drogę siedział sztywno na brzegu fotela, aby mimo bliskiego ustawienia siedzeń nie dotknąć towarzyszki. Evanlyn także nie była zadowolona. Świadomość obecności przeciwnej płci była... okropna. Pomimo tego dziewczyna patrzyła na błękit wody za oknem. Aż po horyzont migotały fale, odbijając światło słoneczne. Ten bezkres miał ich oddzielać od stałego lądu.
Wyspa, która wyłoniła się na linii widnokręgu była prawie w całości zielona, pokryta lasem. Od strony, z której lecieli, po jakimś czasie zobaczyć można było kilka budynków.
Polecieli na lewą stronę wyspy, w stronę klifu, gdzie, jak się później okazało, znajdowało się lądowisko.
Pilot opuścił maszynę na okrągły, specjalnie przygotowany do tego celu teren i wyłączył silniki helikoptera.
Drzwi otworzyły się i uczestnicy wysiedli. Z miejsca, w którym się znajdowali, rozlegał się piękny widok na wyspę. Zielony las iglasty, a spomiędzy drzew wyłaniały się ogromne, nowoczesne budynki. Z klifu poprowadzona była ścieżka, która po kilkunastu metrach gubiła się wśród zieleni.
Evanlyn westchnęła. Ta wyspa byłą cudowna! Jednak nikomu nie chciałoby się podziwiać widoków ze świadomością, że jest się na niej uwięzionym.
- Witajcie w kurorcie! - odezwał się do przybyłych niski mężczyzna w wieku około czterdziestu lat. - Proszę za mną.
Poszedł ścieżką, a wylosowani podążyli za nim.
Śmigła helikoptera poruszyły się. Chwilę później maszyna wzniosła się w powietrze i odleciała.
- Przypominam, - odezwał się wyleczony - że na wyspie, tak jak w Europie, językiem urzędowym jest angielski, więc wymaga się od was posługiwania się nim na co dzień.
Liam przytaknął głową. Tak jak jego towarzyszka, nie był w stanie nic powiedzieć. Jeszcze nie dotarł do nich fakt, że są na wyspie. Wylosowani spośród setek polskich nastolatków.
Ścieżką dotarli do fontanny, od której rozchodziło się wiele dróg. Skręcili w prawo.
- To blok mieszkalny - powiedział mężczyzna. - Na prosto jest recepcja. Bawcie się dobrze! - zakończył i poszedł jedną z dróżek. Evanlyn spojrzała na Liama. Ten uciekł przed jej wzrokiem. Dziewczyna westchnęła tylko i weszła do ogromnego budynku.
Podeszli do drewnianej lady, za którą stała pulchna brunetka.
- Witajcie dzieciaki! - uśmiechnęła się szczerze.
Wylosowanych zamurowało. Bezpośredniość i otwartość tej kobiety była dziwna. Przecież nikt z wyleczonych... No właśnie!
- Nie jesteś wyleczona? - zapytał z trwogą Liam. Głos mu się łamał. Można było poznać, że aby to wypowiedzieć, chłopak musiał wcześniej toczyć wewnętrzną walkę. Zwłaszcza, aby powiedzieć na "ty".
- Dokładnie. Ja i wiele innych osób zostaliśmy tu sprowadzeni, aby pomóc Europie w tej walce.
- Mhm - mruknęła Evanlyn.
Nie spodziewała się tego. Ta otwartość, brak koloryzowania... niewyleczeni widzą świat taki, jaki jest. Nie ubarwiają opowieści, dodają jednak do tego uczucia. To, czego pozbawia remedium.
- Język urzędowy znacie, to angielski - mówiła - W tych teczkach macie wszystkie papiery. Macie tydzień na wypełnienie dokumentów. Proszę, oto wasze klucze do apartamentów. - Położyła na ladzie dwa kluczyki z plastikowymi numerkami wraz z białymi teczkami. - Ten jest dla ciebie, młoda damo. - Kobieta podsunęła bliżej blondynki obie rzeczy. - Masz apartament na trzecim piętrze, a ty - zwróciła się do Liama - na drugim. Z całą resztą sobie dacie radę. Plan dnia wywieszony jest tam, na tablicy. - Wskazała ręką w odpowiednim kierunku. - Według niego za pół godziny macie stawić się u swoich stylistów. Musicie być gotowi na dzisiejszy bankiet powitalny.
- Dziękujemy - powiedziała Evanlyn, zabrała swoje rzeczy i poszła schodami na trzecie piętro.
Podążyła wzdłuż korytarza. Jej apartament znajdował się na jego końcu, po lewej stronie. Włożyła klucz do zamka i przekręciła go zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Teraz drzwi do jej nowego mieszkania stanęły otworem. Od teraz miała tutaj mieszkać.
Przekroczyła próg. Znalazła się w dużym, dobrze oświetlonym pomieszczeniu. Zamknęła drzwi i skierowała się w stronę całkowicie przeszklonej ściany. W połowie drogi były trzy schodki w dół. Wyminęła sofę, na której położyła swoją torbę i wyszła na balkon. Z tego miejsca miała widok na pokrytą ogromnym polem, część wyspy. Po jej prawej stronie balkon dzieliła na pół metalowa barierka. Druga jego część należała do innej wylosowanej osoby.
Wróciła do zwiedzania mieszkania. Przeszła obok kwadratowego stołu i weszła do nowoczesnej kuchni. Wszystko było sterylnie czyste. Błyszczące, czarne blaty, idealnie wypolerowane, nienoszące śladów kurzu. Dziewczyna oparła się o płytę indukcyjną, zostawiając ją opalcowaną.
Nie lubiła takiego porządku. Ta sterylność była taka przytłaczająca, obca...
Z kuchni musiała się wrócić do przedpokoju. Tam znajdowały się drugie drzwi, przez które weszła do przytulnego, pogrążonego w cieniu korytarza. Po lewej znajdowała się ogromna szafa. Drzwi miała rozsuwane, w całości pokryte lustrzaną taflą. Zdecydowanie Evanlyn uwielbiała lustra.
Poszła dalej, skręciła w prawo. Naprzeciw niej ukazała się szklana ściana, taka jak w salonie. Obok było ustawione ogromne biurko. Po jej prawej była ogromna biblioteczka. Na grzbietach książek widniały tytuły, których nie znała.
- "Biblia - wydanie sprzed rozłamu" - przeczytała. - "Amerykański Blitz - historia prawdziwa"...
Odeszła od półek. Tym razem jej kroki skierowane były do łazienki znajdującej się w rogu apartamentu. Białe kafelki, duże lustro, dobre oświetlenie, wanna z hydromasażem...
Wyszła z pomieszczenia w celu zwiedzenia ostatniej części swojego nowego mieszkania. Ogromna sypialnia od zawsze była jej marzeniem. Tak jak w salonie jedna ściana wykonana był ze szkła. Stamtąd miała piękny widok na morze, czystą plażę i długie molo.
Tutaj wszystko było perfekcyjne, dopracowane do najmniejszego szczegółu. Nawet lampka na stoliku nocnym została postawiona idealnie na środku. W przypływie irytacji przesunęła ją o kilka cali w lewo i wróciła do salonu po swoją torbę.
Wyjęła z niej teczkę i zajrzała do papierów, które miała wypełnić. Jakaś ankieta dotycząca zainteresowań, karta tożsamości, mapa wyspy i kilka innych kartek do wypełnienia. Przyjrzała się mapie. Widok, który miała z salonu przedstawiał północno-wschodnią część wyspy. Tam była... stajnia? Sięgnęła szybko po ankietę z zainteresowaniami. To było co najmniej dziwne. Spojrzała na pozycje figurujące na kartce. "J...", "j...", "j..." "Jazda konna". Niesamowite.
Spojrzała jeszcze raz na mapę. Dom stylizacji znajdował się niedaleko tamtego miejsca. Zapamiętała drogę i powkładała wszystkie kartki do teczki. Ze swojej torby wyjęła dowód tożsamości, do ręki wzięła klucz i wyszła ze swojego apartamentu, następnie go zamykając. Zeszła do recepcji. Tam oddała przedmiot kobiecie. Spojrzała na zegar. Zostało jej jeszcze piętnaście minut.


- Zdążę - pomyślała i szybkim krokiem wyszła z budynku. Poszła w lewo.
Po minucie szybkiego marszu ujrzała to, co chciała zobaczyć.
Stajnia była duża, ale... dziwnie cicha. Weszła do środka. Nic dziwnego, że było cicho. Było pusto. Żadnych zwierząt, koni, kotów czy choćby myszy. Tak jak w jej mieszkaniu - było sterylnie czysto.
- Konie przyjadą najbliższym transportem. - Evanlyn usłyszała za sobą kobiecy głos. Dziewczyna obróciła się w tamtą stronę.
-  Jeśli chcesz, to będziesz je mogła zobaczyć – dodała.
- Kiedy? - zapytała.
- Jutro - odparła kobieta, odwróciła się i wyszła ze stajni.
Evanlyn spojrzała na zegarek. Cholera! Zostało jej jeszcze tylko pięć minut!
Wybiegła ze stajni. Skierowała się w stronę domu stylizacji.
Weszła przez główne drzwi. Pierwsze, co rzuciło jej się w oczy, to róż. Różowe ściany, różowa podłoga, różowe drzwi, różowe cyferki wymalowane na ścianach numerujące pokoje, różowe okna, nawet szyby ukazywały różowy świat... ale wow! sufit był... biały!
Na ścianie naprzeciw wejścia przylepione różową taśmą klejącą wisiały różowe kartki, na których różowymi literami, w innym odcieniu tego koloru, wypisane były nazwiska wylosowanych i numery sal.
Dziewczyna znalazła siebie na liście.
- Pokój numer osiemnaście - mruknęła i udała się pod wyznaczony numer.
Zapukała i weszła do środka. Po prawej elegancka toaletka, po lewej drzwi, w rogu manekin, na którym wisiała jakaś sukienka, duże lustro... na środku zaś stała stylistka. Drobna kobieta z rudymi włosami upiętymi w niedbały kok lekko się uśmiechała.
- Cześć - przywitała się Evanlyn.
- Hej - odpowiedziała rudowłosa. - Mam na imię Katarzyna, ale możesz mówić mi Kasia, a ty? Jak ci na imię?
- Jestem Evanlyn. - Dziewczyna była skołowana. Znów ta bezpośredniość... Czy wszyscy na tej wyspie są niewyleczeni?
- Ładnie! Mogę ci mówić Eve? - stylistka lubiła mówić. - Usiądź. - wskazała krzesło przy toaletce. - Albo nie! Czekaj, czekaj! - dziewczyna zatrzymała się w połowie drogi. - Najpierw zdejmę z ciebie miarę. - Stylistka wzięła do ręki metr krawiecki i zmierzyła blondynkę.
- Tabelowy trzydzieści sześć. - mruknęła do siebie kobieta i zapisała coś na kartce. - Mam coś dla ciebie na dzisiejszy bankiet.. - Powiedziała rudowłosa i poszła do drugiego pomieszczenia.
Zostawiła za sobą otwarte drzwi, więc Evanlyn zerknęła do środka. Znajdowała się tam ogromna garderoba, która jednocześnie spełniała rolę pracowni stylistki.
Kobieta wzięła z wieszaka niebieską kreację.
- Chociaż ładniej byłoby ci w czerwonym, to ta sukienka jest niewątpliwie śliczna. - Stylistka przyłożyła ubranie do ciała Evanlyn. - Tak, to jest to.

____________________

I jak tam rozdział? Komu się podobał, a komu nie?
No cóż... Kończy się rok szkolny i mam troszkę czasu, żeby... zamieścić pościk przed dwudziestym! Niecały miesiąc udało mi się osiągnąć dzięki kochanej, odżywającej Szylwii ♥, która przepisała mój rozdział *.*
Spędziłam niecałe dwa dni, żeby... tada! Sama sprawdziłam i poprawiłam rozdział! To wszystko dzięki samozaparciu, wytrwałości i... chyba mi się nudzi w życiu, więc pozbawiam pracy moją betę :x (Za to Cię Breena przepraszam :c)

Dodaję Wam także moją zabawę z Corel’em, czyli grafikę, która dała mi szóstkę z informatyki (lol xd a ja taki informatyk jak ketchup z jabłek xd).

Dobra, kończę już z tą notką... Czekam na komentarze i mam nadzieję, że powytykacie mi błędy, które popełniłam. :p

Wasza nieznośna SilverGold ;*