"Nie dowierzam własnym oczom..."
Trzy i pół godziny lotu helikopterem było
dla wylosowanych prawdziwym wysiłkiem psychicznym. Liam całą drogę siedział
sztywno na brzegu fotela, aby mimo bliskiego ustawienia siedzeń nie dotknąć
towarzyszki. Evanlyn także nie była zadowolona. Świadomość obecności przeciwnej
płci była... okropna. Pomimo tego dziewczyna patrzyła na błękit wody za oknem.
Aż po horyzont migotały fale, odbijając światło słoneczne. Ten bezkres miał ich
oddzielać od stałego lądu.
Wyspa, która wyłoniła się na linii
widnokręgu była prawie w całości zielona, pokryta lasem. Od strony, z której
lecieli, po jakimś czasie zobaczyć można było kilka budynków.
Polecieli na lewą stronę wyspy, w stronę
klifu, gdzie, jak się później okazało, znajdowało się lądowisko.
Pilot opuścił maszynę na okrągły,
specjalnie przygotowany do tego celu teren i wyłączył silniki helikoptera.
Drzwi otworzyły się i uczestnicy wysiedli.
Z miejsca, w którym się znajdowali, rozlegał się piękny widok na wyspę. Zielony
las iglasty, a spomiędzy drzew wyłaniały się ogromne, nowoczesne budynki. Z
klifu poprowadzona była ścieżka, która po kilkunastu metrach gubiła się wśród
zieleni.
Evanlyn westchnęła. Ta wyspa byłą cudowna!
Jednak nikomu nie chciałoby się podziwiać widoków ze świadomością, że jest się
na niej uwięzionym.
- Witajcie w kurorcie! - odezwał się do
przybyłych niski mężczyzna w wieku około czterdziestu lat. - Proszę za mną.
Poszedł ścieżką, a wylosowani podążyli za
nim.
Śmigła helikoptera poruszyły się. Chwilę
później maszyna wzniosła się w powietrze i odleciała.
- Przypominam, - odezwał się wyleczony -
że na wyspie, tak jak w Europie, językiem urzędowym jest angielski, więc wymaga
się od was posługiwania się nim na co dzień.
Liam przytaknął głową. Tak jak jego
towarzyszka, nie był w stanie nic powiedzieć. Jeszcze nie dotarł do nich fakt,
że są na wyspie. Wylosowani spośród setek polskich nastolatków.
Ścieżką dotarli do fontanny, od której
rozchodziło się wiele dróg. Skręcili w prawo.
- To blok mieszkalny - powiedział
mężczyzna. - Na prosto jest recepcja. Bawcie się dobrze! - zakończył i poszedł
jedną z dróżek. Evanlyn spojrzała na Liama. Ten uciekł przed jej wzrokiem.
Dziewczyna westchnęła tylko i weszła do ogromnego budynku.
Podeszli do drewnianej lady, za którą
stała pulchna brunetka.
- Witajcie dzieciaki! - uśmiechnęła się
szczerze.
Wylosowanych zamurowało. Bezpośredniość i
otwartość tej kobiety była dziwna. Przecież nikt z wyleczonych... No właśnie!
- Nie jesteś wyleczona? - zapytał z trwogą
Liam. Głos mu się łamał. Można było poznać, że aby to wypowiedzieć, chłopak
musiał wcześniej toczyć wewnętrzną walkę. Zwłaszcza, aby powiedzieć na
"ty".
- Dokładnie. Ja i wiele innych osób
zostaliśmy tu sprowadzeni, aby pomóc Europie w tej walce.
- Mhm - mruknęła Evanlyn.
Nie spodziewała się tego. Ta otwartość,
brak koloryzowania... niewyleczeni widzą świat taki, jaki jest. Nie ubarwiają
opowieści, dodają jednak do tego uczucia. To, czego pozbawia remedium.
- Język urzędowy znacie, to angielski -
mówiła - W tych teczkach macie wszystkie papiery. Macie tydzień na wypełnienie
dokumentów. Proszę, oto wasze klucze do apartamentów. - Położyła na ladzie dwa
kluczyki z plastikowymi numerkami wraz z białymi teczkami. - Ten jest dla
ciebie, młoda damo. - Kobieta podsunęła bliżej blondynki obie rzeczy. - Masz
apartament na trzecim piętrze, a ty - zwróciła się do Liama - na drugim. Z całą
resztą sobie dacie radę. Plan dnia wywieszony jest tam, na tablicy. - Wskazała
ręką w odpowiednim kierunku. - Według niego za pół godziny macie stawić się u
swoich stylistów. Musicie być gotowi na dzisiejszy bankiet powitalny.
- Dziękujemy - powiedziała Evanlyn,
zabrała swoje rzeczy i poszła schodami na trzecie piętro.
Podążyła wzdłuż korytarza. Jej apartament
znajdował się na jego końcu, po lewej stronie. Włożyła klucz do zamka i
przekręciła go zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Teraz drzwi do jej nowego
mieszkania stanęły otworem. Od teraz miała tutaj mieszkać.
Przekroczyła próg. Znalazła się w dużym,
dobrze oświetlonym pomieszczeniu. Zamknęła drzwi i skierowała się w stronę
całkowicie przeszklonej ściany. W połowie drogi były trzy schodki w dół.
Wyminęła sofę, na której położyła swoją torbę i wyszła na balkon. Z tego
miejsca miała widok na pokrytą ogromnym polem, część wyspy. Po jej prawej
stronie balkon dzieliła na pół metalowa barierka. Druga jego część należała do
innej wylosowanej osoby.
Wróciła do zwiedzania mieszkania. Przeszła obok kwadratowego stołu
i weszła do nowoczesnej kuchni. Wszystko było sterylnie czyste. Błyszczące,
czarne blaty, idealnie wypolerowane, nienoszące śladów kurzu. Dziewczyna oparła
się o płytę indukcyjną, zostawiając ją opalcowaną.
Nie lubiła takiego porządku. Ta sterylność
była taka przytłaczająca, obca...
Z kuchni musiała się wrócić do
przedpokoju. Tam znajdowały się drugie drzwi, przez które weszła do
przytulnego, pogrążonego w cieniu korytarza. Po lewej znajdowała się ogromna
szafa. Drzwi miała rozsuwane, w całości pokryte lustrzaną taflą. Zdecydowanie
Evanlyn uwielbiała lustra.
Poszła dalej, skręciła w prawo. Naprzeciw
niej ukazała się szklana ściana, taka jak w salonie. Obok było ustawione
ogromne biurko. Po jej prawej była ogromna biblioteczka. Na grzbietach książek
widniały tytuły, których nie znała.
- "Biblia - wydanie sprzed
rozłamu" - przeczytała. - "Amerykański Blitz - historia prawdziwa"...
Odeszła od półek. Tym razem jej kroki skierowane były do łazienki
znajdującej się w rogu apartamentu. Białe kafelki, duże lustro, dobre
oświetlenie, wanna z hydromasażem...
Wyszła z pomieszczenia w celu zwiedzenia
ostatniej części swojego nowego mieszkania. Ogromna sypialnia od zawsze była
jej marzeniem. Tak jak w salonie jedna ściana wykonana był ze szkła. Stamtąd
miała piękny widok na morze, czystą plażę i długie molo.
Tutaj wszystko było perfekcyjne,
dopracowane do najmniejszego szczegółu. Nawet lampka na stoliku nocnym została
postawiona idealnie na środku. W przypływie irytacji przesunęła ją o kilka cali
w lewo i wróciła do salonu po swoją torbę.
Wyjęła z niej teczkę i zajrzała do
papierów, które miała wypełnić. Jakaś ankieta dotycząca zainteresowań, karta
tożsamości, mapa wyspy i kilka innych kartek do wypełnienia. Przyjrzała się
mapie. Widok, który miała z salonu przedstawiał północno-wschodnią część wyspy.
Tam była... stajnia? Sięgnęła szybko po ankietę z zainteresowaniami. To było co
najmniej dziwne. Spojrzała na pozycje figurujące na kartce. "J...",
"j...", "j..." "Jazda konna". Niesamowite.
Spojrzała jeszcze raz na mapę. Dom stylizacji znajdował się
niedaleko tamtego miejsca. Zapamiętała drogę i powkładała wszystkie kartki do
teczki. Ze swojej torby wyjęła dowód tożsamości, do ręki wzięła klucz i wyszła
ze swojego apartamentu, następnie go zamykając. Zeszła do recepcji. Tam oddała
przedmiot kobiecie. Spojrzała na zegar. Zostało jej jeszcze piętnaście minut.
- Zdążę - pomyślała i szybkim krokiem
wyszła z budynku. Poszła w lewo.
Po minucie szybkiego marszu ujrzała to, co chciała zobaczyć.
Stajnia była duża, ale... dziwnie cicha.
Weszła do środka. Nic dziwnego, że było cicho. Było pusto. Żadnych zwierząt,
koni, kotów czy choćby myszy. Tak jak w jej mieszkaniu - było sterylnie czysto.
- Konie przyjadą najbliższym transportem.
- Evanlyn usłyszała za sobą kobiecy głos. Dziewczyna obróciła się w tamtą
stronę.
- Jeśli chcesz, to będziesz je mogła
zobaczyć – dodała.
- Kiedy? - zapytała.
- Jutro - odparła kobieta, odwróciła się i
wyszła ze stajni.
Evanlyn spojrzała na zegarek. Cholera!
Zostało jej jeszcze tylko pięć minut!
Wybiegła ze stajni. Skierowała się w stronę domu stylizacji.
Weszła przez główne drzwi. Pierwsze, co
rzuciło jej się w oczy, to róż. Różowe ściany, różowa podłoga, różowe drzwi,
różowe cyferki wymalowane na ścianach numerujące pokoje, różowe okna, nawet
szyby ukazywały różowy świat... ale wow! sufit był... biały!
Na ścianie naprzeciw wejścia przylepione
różową taśmą klejącą wisiały różowe kartki, na których różowymi literami, w
innym odcieniu tego koloru, wypisane były nazwiska wylosowanych i numery sal.
Dziewczyna znalazła siebie na liście.
- Pokój numer osiemnaście - mruknęła i
udała się pod wyznaczony numer.
Zapukała i weszła do środka. Po prawej
elegancka toaletka, po lewej drzwi, w rogu manekin, na którym wisiała jakaś
sukienka, duże lustro... na środku zaś stała stylistka. Drobna kobieta z rudymi
włosami upiętymi w niedbały kok lekko się uśmiechała.
- Cześć - przywitała się Evanlyn.
- Hej - odpowiedziała rudowłosa. - Mam na
imię Katarzyna, ale możesz mówić mi Kasia, a ty? Jak ci na imię?
- Jestem Evanlyn. - Dziewczyna była
skołowana. Znów ta bezpośredniość... Czy wszyscy na tej wyspie są niewyleczeni?
- Ładnie! Mogę ci mówić Eve? - stylistka
lubiła mówić. - Usiądź. - wskazała krzesło przy toaletce. - Albo nie! Czekaj,
czekaj! - dziewczyna zatrzymała się w połowie drogi. - Najpierw zdejmę z ciebie
miarę. - Stylistka wzięła do ręki metr krawiecki i zmierzyła blondynkę.
- Tabelowy trzydzieści sześć. - mruknęła
do siebie kobieta i zapisała coś na kartce. - Mam coś dla ciebie na dzisiejszy
bankiet.. - Powiedziała rudowłosa i poszła do drugiego pomieszczenia.
Zostawiła za sobą otwarte drzwi, więc
Evanlyn zerknęła do środka. Znajdowała się tam ogromna garderoba, która
jednocześnie spełniała rolę pracowni stylistki.
Kobieta wzięła z wieszaka niebieską kreację.
- Chociaż ładniej byłoby ci w czerwonym,
to ta sukienka jest niewątpliwie śliczna. - Stylistka przyłożyła ubranie do
ciała Evanlyn. - Tak, to jest to.
____________________
I jak tam rozdział? Komu się podobał, a komu nie?
No cóż... Kończy się rok szkolny i mam troszkę czasu, żeby...
zamieścić pościk przed dwudziestym! Niecały miesiąc udało mi się osiągnąć
dzięki kochanej, odżywającej Szylwii ♥, która przepisała mój rozdział *.*
Spędziłam niecałe dwa dni, żeby... tada! Sama sprawdziłam i
poprawiłam rozdział! To wszystko dzięki samozaparciu, wytrwałości i... chyba mi
się nudzi w życiu, więc pozbawiam pracy moją betę :x (Za to Cię Breena przepraszam
:c)
Dodaję Wam także moją zabawę z Corel’em, czyli grafikę,
która dała mi szóstkę z informatyki (lol xd a ja taki informatyk jak ketchup z
jabłek xd).
Dobra, kończę już z tą notką... Czekam na komentarze i mam
nadzieję, że powytykacie mi błędy, które popełniłam. :p
Wasza nieznośna
SilverGold ;*
