Opowiadanie Potter'owskie, akanoniczne
"Tell me would you kill
To save a life
Tell me would you kill
To prove you're right"
- Zapomniałaś chyba, że już nie masz władzy nad światem... - Powiedział Malfoy i skierował w moją stronę swoją różdżkę.
- Dlaczego chcesz to zrobić? - Zmieniłam temat. - Znam cię na tyle, że wiem, jakie uczucia siedzą w tobie teraz...
- Nawet nie próbuj tych swoich sztuczek. Nie zwiedziesz mnie, nie tym razem!
- Draco opuść różdżkę! - Usłyszałam za sobą głos Harry'ego.
- Nie wtrącaj się Grzmotter! - Blondyn prawie wypluł ostatnie słowo. - To ie twoja sprawa!
- Jak nie moja?! To moja przyjaciółka, a ty chcesz ją zabić!
- To też nasza przyjaciółka! - Powiedziała Hermiona wraz z Ron'em wymierzając różdżkami w Malfoy'a
Wtedy przypomniałam sobie nasz pierwszy pocałunek. Siedziałam wtedy wieczorem na ławce w jednym z najbardziej opustoszałych korytarzy. Byłam przygnębiona, ponieważ Gryffindor znów nie zdobył pucharu domów. Usłyszałam kroki w końcu korytarza. Nawet nie spojrzałam w tamtą stronę. Dźwięk się zbliżał. Była to jakaś samotna osoba.
- Cześć - usłyszałam męski głos - mogę się przysiąść? - Zapytał, a ja podniosłam na niego wzrok. Był to Draco Malfoy.
- Jeśli zniesiesz obecność Gryfonki... - odparłam, a on usiadł obok mnie.
- A ty zniesiesz obecność Ślizgona? - Zaśmiał się blondyn.
- Dla mnie czarodzieje ze Slytherinu czy z Gryffindoru niczym się nie różnią. Tylko po prostu mają nieco inne cechy charakteru.
- Jak dostałaś się do swojego domu?
- Nie mnie się pytaj. Jeśli masz jakieś wąty to do Tiary Przydziału.
- Dlaczego akurat to miejsce? - Blondyn zmienił temat rozglądając się dookoła.
- Ale co?
- Dlaczego tutaj siedzisz? Tak sama, a nie kręcisz się gdzieś z Potterem?
- Lubię go, ale nie mam jakichś szczególnych zdolności, aby jakoś umieć wybrnąć z kłopotów. Wolę się w nie w ogóle nie pakować.
- Powinnaś być w Slytherin'ie
- Dlaczego tak uważasz? - Zapytałam i spojrzałam w jego oczy, a on odwzajemnił spojrzenie.
- Podobasz mi się. - Powiedział i chwycił moją dłoń. Drugą rękę położył mi z tyłu głowy, pochylił się i mnie pocałował. Oczywiście odwzajemniłam pocałunek, bo jakże mogłabym tego nie zrobić. Ja także go kochałam.
Tak, kochałam go. Wtedy tak samo jak i teraz. I co mi po tym? Teraz klęczałam przed nim bezbronna. On celował we mnie różdżką. Za mną stała paczka Potter'a.
- Ostatni raz powtarzam, opuść różdżkę Malfoy! - Kończyły się zapasy cierpliwości Harry'ego. Nie wiedziałam ile czasu zostało do rzucenia następnego zaklęcia. Modliłam się w duchu, żeby nie był to czar "Avada Kedawra", używanego głównie przez Lorda Voldemort'a. Usta Draco zadrżały w stresie. Zamknęłam oczy z obawy przed strzałem, lecz nic takiego się nie stało. Do moich uszu dotarł jedynie dźwięk drewna obijającego się o posadzkę w ciemnej sali. Uchyliłam powieki. Draco stał na środku pomieszczenia z opuszczoną głową. U jego stóp leżała różdżka. Upadł na kolana i zakrył twarz dłońmi. Usłyszałam jego cichy płacz. Czy on... czy on płakał? To niemożliwe, a jednak. Szybko podeszłam do niego i usiadłam przed nim.
- Draco? - Wyszeptałam, a moja ręka podążyła pogłaskać go po tych jasnych włosach. Jednak gdy go dotknęłam, on złapał za mój nadgarstek i skierował na mnie swoje oczy pełne łez.
- Dlaczego? - powiedział. - Dlaczego ja nie potrafię bez ciebie żyć! Dlaczego kocham cię nawet wtedy, gdy ty mnie nienawidzisz? Dlaczego?!
- Zawsze cię kochałam. Jak w ogóle mogłeś myśleć, że... - Po moich policzkach potoczyło się kilka łez. Wytarłam je wolną ręką. Draco puścił mnie, przysunął do siebie i przytulił.
Siedzieliśmy tak dobrą chwilę, kiedy Ron chrząknięciem przypomniał o ich istnieniu.
- Co z nim zrobimy? - Szepnęła Hermiona.
- Nic. - Odparł Harry siląc się na opanowany ton głosu. - Chodź muzo. - Zwrócił się do mnie z ogromną ilością spokoju. - Gryfoni czekają.
- A co z Draconem? - Zapytałam spoglądając Ślizgonowi w oczy.
- Poradzę sobie. - Wyszeptał mi do ucha i pogłaskał mnie po głowie. Wstałam, wzięłam głęboki oddech i raz po raz oglądając się za siebie poszłam z Ronem, Harrym i Hermioną. W tym momencie chciałam znów poczuć na moich ustach jego pocałunek.
- Jak dostałaś się do swojego domu?
- Nie mnie się pytaj. Jeśli masz jakieś wąty to do Tiary Przydziału.
- Dlaczego akurat to miejsce? - Blondyn zmienił temat rozglądając się dookoła.
- Ale co?
- Dlaczego tutaj siedzisz? Tak sama, a nie kręcisz się gdzieś z Potterem?
- Lubię go, ale nie mam jakichś szczególnych zdolności, aby jakoś umieć wybrnąć z kłopotów. Wolę się w nie w ogóle nie pakować.
- Powinnaś być w Slytherin'ie
- Dlaczego tak uważasz? - Zapytałam i spojrzałam w jego oczy, a on odwzajemnił spojrzenie.
- Podobasz mi się. - Powiedział i chwycił moją dłoń. Drugą rękę położył mi z tyłu głowy, pochylił się i mnie pocałował. Oczywiście odwzajemniłam pocałunek, bo jakże mogłabym tego nie zrobić. Ja także go kochałam.
Tak, kochałam go. Wtedy tak samo jak i teraz. I co mi po tym? Teraz klęczałam przed nim bezbronna. On celował we mnie różdżką. Za mną stała paczka Potter'a.
- Ostatni raz powtarzam, opuść różdżkę Malfoy! - Kończyły się zapasy cierpliwości Harry'ego. Nie wiedziałam ile czasu zostało do rzucenia następnego zaklęcia. Modliłam się w duchu, żeby nie był to czar "Avada Kedawra", używanego głównie przez Lorda Voldemort'a. Usta Draco zadrżały w stresie. Zamknęłam oczy z obawy przed strzałem, lecz nic takiego się nie stało. Do moich uszu dotarł jedynie dźwięk drewna obijającego się o posadzkę w ciemnej sali. Uchyliłam powieki. Draco stał na środku pomieszczenia z opuszczoną głową. U jego stóp leżała różdżka. Upadł na kolana i zakrył twarz dłońmi. Usłyszałam jego cichy płacz. Czy on... czy on płakał? To niemożliwe, a jednak. Szybko podeszłam do niego i usiadłam przed nim.
- Draco? - Wyszeptałam, a moja ręka podążyła pogłaskać go po tych jasnych włosach. Jednak gdy go dotknęłam, on złapał za mój nadgarstek i skierował na mnie swoje oczy pełne łez.
- Dlaczego? - powiedział. - Dlaczego ja nie potrafię bez ciebie żyć! Dlaczego kocham cię nawet wtedy, gdy ty mnie nienawidzisz? Dlaczego?!
- Zawsze cię kochałam. Jak w ogóle mogłeś myśleć, że... - Po moich policzkach potoczyło się kilka łez. Wytarłam je wolną ręką. Draco puścił mnie, przysunął do siebie i przytulił.
Siedzieliśmy tak dobrą chwilę, kiedy Ron chrząknięciem przypomniał o ich istnieniu.
- Co z nim zrobimy? - Szepnęła Hermiona.
- Nic. - Odparł Harry siląc się na opanowany ton głosu. - Chodź muzo. - Zwrócił się do mnie z ogromną ilością spokoju. - Gryfoni czekają.
- A co z Draconem? - Zapytałam spoglądając Ślizgonowi w oczy.
- Poradzę sobie. - Wyszeptał mi do ucha i pogłaskał mnie po głowie. Wstałam, wzięłam głęboki oddech i raz po raz oglądając się za siebie poszłam z Ronem, Harrym i Hermioną. W tym momencie chciałam znów poczuć na moich ustach jego pocałunek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze karmią wenę twórczą.
Teraz już wiesz co zrobić.