czwartek, 1 maja 2014

Witajcie, witajcie - czyli króciutka notka informacyjna.

Post jak post, całkiem normalny, żeby jakkolwiek coś się na blogu działo.
Jest cicho... nie lubię tej ciszy, wiem, że Wy też... dlatego:
1. Znalazłam betę! Cieszmy się wszyscy, że ktoś zgodził się mi pomóc! Adres do jej bloga --> >KLIK<
2. Wysłałam już Breenie rozdział - niespodziankę do sprawdzenia.
3. Jest ankieta! Głosujcie i pokażcie mi, co mam pisać. ;)
Cały edit dodam jak tylko skończę szablon na bloga. (Tak, zobaczycie wkrótce moje "arcydzieło", które w żadnym stopniu nie powinno się tym mianem nazywać ;-; )

Dobra... krótki post, ale informacje są :)
Żegnam Was i do zobaczenia przy rozdziale! ;*

~~Wasza Silver ^_^

PS - Jakkolwiek mogło zabrzmieć groźnie - nie rozstaję się z bloggerem xD

czwartek, 13 marca 2014

Rozdział pierwszy - Projekt "Europa"


"Losowanie"


            Evanlyn razem ze swoją przyjaciółką, czarnowłosą Mirelle, siedziała w ostatnim rzędzie jednego z trzech przepełnionych autokarów. Jasna blondynka o ciemnobrązowych oczach obserwowała kolorowe napisy na ogromnych bilbordach reklamujące przeróżne produkty z półek hipermarketów. Ekrany ledowe świeciły kolorowymi i ruchliwymi reklamami; tu jakiś proszek do prania, z drugiej strony oranżada.
Niektóre z nich prezentowały ten ogólnoeuropejski projekt... Evanlyn nie wiedziała po co on jest. Może inne dziewczyny czuły wstręt do chłopaków, ale ona nie. Kiedyś przyznała się do tego matce. Tamta ją wtedy wyśmiała i odesłała do pokoju, mówiąc, żeby nikomu o tym nie wspominała.
Jechali do stolicy kolonii polskiej, miasta o nazwie Kraków.
"Pięć minut do celu", oznajmiła opiekunka i dziewczyny obecne w autokarze zaczęły pakować swoje rzeczy. Evanlyn razem z Mirelle także schowały własności do toreb. Blondynka miała ze sobą niewiele przedmiotów. Ulubiony szkicownik, niezastąpiony piórnik, telefon, słuchawki oraz sok pomarańczowy w butelce po taniej oranżadzie. Za dużą, czerwoną bluzę zawiązała w pasie i czekała na zatrzymanie się autokaru.
Autobusy stawały jeden obok drugiego na prowizorycznym parkingu. Tłumy ludzi w podobnym wieku wylewało się na wielki plac, który w normalnych okolicznościach służył za ogromne lotnisko. Informowała o tym tabliczka zawieszona na stalowym płocie: "LOTNISKO: KRAKÓW - BALICE"
Jedyną maszyną, która stała na zewnątrz był czarny helikopter. Tym środkiem transportu wylosowani mieli dostać się do kurortu. Niedaleko maszyny była postawiona scena, której tylna ściana składała się z wielkiego telebimu. Na podeście były dwie ogromne, szklane kule z karteczkami do losowania, a pomiędzy nimi mikrofon na stojaku. Wokół tego wszystkiego było pełno policji i ochrony w czarnych, kuloodpornych strojach.
Do sceny prowadziły dwie długie, wyznaczone przez taśmy bezpieczeństwa, kolejki. Jedną szli chłopcy, a drugą dziewczyny. Przed wejściem na teren lotniska stała kontrola z wykrywaczami metalu i sprawdzali wszystkie torby, plecaki oraz kieszenie.
Przyjaciółki ustawiły się w odpowiedniej kolejce. Teraz przez kilkanaście minut miały czekać na przejście przez bramki.
 - Gorąco. - Stwierdziła Mirelle, wyciągając z torby przyjaciółki niebieską teczkę. Zaczęła się nią wachlować, a powietrze częściowo dolatywało również do Evanlyn.
Czarnowłosa miała rację. Powietrze miało temperaturę około trzydziestu stopni Celsjusza, a atmosfera losowania dodatkowo ją zwiększała.
Blondynka poczuła krople potu spływającego po plecach i dekolcie. Sięgnęła do kieszeni rybaczek i wyjęła gumkę do włosów. Przeczesała jasne fale palcami i spięła je w wysoki, niedbały kok. Będzie je musiała wieczorem umyć, żeby były ładne na sobotnie przyjęcie.
Mirelle miała średniej wielkości rozkładany basen, więc będą miały gdzie się schłodzić. Zapowiedzieli przecież trzydziesto pięcio stopniowy upał.
Kolejka powoli przesuwała się w stronę bramek. Po kontroli szło się już szybciej, ale na razie przyjaciółki przesunęły się dopiero o kilka kroków.
Evanlyn spojrzała za siebie. Tam kolejka była krótsza. Potem popatrzyła na tłum przed sceną i wyobraziła sobie, że ci ludzie stoją tam od kilku godzin.
Podeszła trochę bliżej Mirelle, która z zapałem machała wypchaną teczką.
 - Tak w ogóle, to po co tyle zamieszania? - zapytała cicho czarnowłosą przyjaciółkę.
 - Nie wiem. - Odparła.
 - Przecież nie musieli ściągać całego rocznika w jedno miejsce...
Evanlyn chciała dodać, że zastanawia się po co w ogóle jest ten projekt, ale w porę ugryzła się w język.
Współczuła tylko osobom, które zostaną wylosowane. Większość z nich choruje, jak tylko zobaczy osobę przeciwnej płci na ulicy. Ona o dziwo potrafiła tolerować mężczyzn, ale podobnych do niej było niewielu.
Kolejka posunęła się o kolejne kilka kroków.
Tak szczerze, to gdyby nie Projekt, to chętnie pojechałaby na wyspę. Każdy miał mieć wybrane przez siebie zajęcia i musiał zdobyć podstawowe wykształcenie. Na uczestników czekali styliści, wiele atrakcji, różne formy rozrywki, plaże. Szkoła na wyspie była najlepsza w całej Europie...
Pracowali tam jednak odmieńcy. Ludzie ściągnięci z zakamarków świata, zarażeni Delirią, niebezpieczni. Dodatkowo swobodę wylosowanych ograniczał nieustanny monitoring.
Nie. Evanlyn nie chciała zostać wylosowana, tak samo z resztą, jak wszyscy tutaj obecni.
Kolejka posunęła się o kolejne kilka kroków i Mirelle oddała przyjaciółce teczkę. Czarnowłosa miała być następna.
Blondynka schowała ją do torby i czekała na swoją kolej.
Szatynka przed nimi przeszła przez bramki i skierowała się w stronę tłumu drogą wytyczoną przez żółte taśmy bezpieczeństwa.
Teraz nadeszła kolej na Mirelle. Wykrywacz metalu nie zapiszczał. Szczęście. Czarnowłosa przeszła i zatrzymała się kilka metrów dalej z zamiarem poczekania na przyjaciółkę. Policjantka jednak nie pozwoliła jej na postój i pogoniła, aby szła dalej. Mirelle spojrzała w stronę blondynki, a potem wykonała polecenie i ruszyła w stronę tłumu.
Następnie przyszła kolej na Evanlyn. Pik, pik, pik - pik - pik - pik. Wykrywacz metalu wyczuł coś w jej torbie. Policjantka kazała jej wyłożyć zwartość torby na stolik. Blondynka zrobiła to, a kobieta przyłożyła wykrywacz do przedmiotów. Zatrzymała go przy piórniku.
Nożyczki, rzuciło się na myśl nastolatce i wyciągnęła je. Wykrywacz jeszcze bardziej zaczął piszczeć, więc policjantka go odsunęła.
 - Oddaj. - Rozkazała i dziewczyna posłusznie podała kobiecie przedmiot. Potem spakowała swoje rzeczy do torby i przeszła przez bramki.
Skierowała się w stronę kolorowego tłumu przed sceną. Przy taśmie co dziesięć metrów stała zamaskowana policjantka na wypadek prób ucieczki. Jednak Evanlyn wątpiła by cokolwiek takiego mogło mieć miejsce. Przecież nikt nie chciał problemów z prawem... Dziewczyna przestała o tym myśleć, zobaczywszy krwawą plamę na betonie.
Na placu ustawiła się obok Mirelle, jako pierwsza z brzegu. Widziała dobrze całą scenę. Chciała zamienić się z przyjaciółką, ale jedna z policjantek jej nie pozwoliła.
Na scenę weszła kobieta. Wyleczona. Czarne jeansy, włosy tego samego koloru upięte wysoko w jakiejś fantazyjnej fryzurze.
 - Witajcie! - zaczęła, a z głośników rozległ się pisk. Evanlyn zasłoniła uszy, a wyleczona skinęła ręką na pracownika obsługi dźwięku.
 - Witajcie droga młodzieży! - odezwała się po chwili raz jeszcze. - Witam was na polskim losowaniu uczestników projektu! - chwila ciszy - Każdy z was zna zamiary naukowców i wyraża zgodę na jego wylosowanie. - Kolejna pauza. - Czy ktoś z was zgłasza się na ochotnika?
To było dziwne. Losowanie, a jednak pytają się o ochotników.
Nikt się nie odezwał, nie podniósł ręki.
 - Nikt? - zapytała z udawanym zdziwieniem. - To cóż trudno... zaczniemy od losowania chłopców.
Prezenterka podeszła do kuli po jej lewej stronie. Lekko zamieszała wśród skrawków papieru i aktorskim gestem wyciągnęła jedną. Potem wróciła do mikrofonu i rozłożyła karteczkę.
 - A więc... chłopcem wylosowanym jest... - wszyscy zamarli, a kobieta teatralnie przeciągała pełną napięcia ciszę. - Wiśniewski Liam! - uśmiechnęła się, a wyczytany zbladł i wszedł na scenę.
Teraz kobieta podeszła do kuli z nazwiskami dziewczyn. Zamieszała troszkę i w podobny sposób wyciągnęła papier. Wróciła do mikrofonu.
 - Wylosowaną pośród dziewcząt jest... Ciaś Angelika!
Nastąpiła cisza. Nikt się nie poruszył, a Evanlyn wraz z Mirelle odetchnęły z ulgą. Jak przecież mogło trafić na którąś z nich?
Do kobiety na scenie podszedł ochroniarz w czarnym stroju. Powiedział jej coś na ucho, a tamta skinęła głową.
Brunetka podeszła do kuli raz jeszcze, a Evanlyn skręcił się żołądek. Kobieta wyciągnęła karteczkę i wyczytała:
 - Wylosowaną jest... Dąbrowska Evanlyn! - na twarz kobiety wstąpił uśmiech.
Mirelle zbladła, a jej przyjaciółka prawie zwróciła drugie śniadanie. Nastolatka wyprostowała się i blada jak ściana wyszła na środek. Skierowała się w stronę sceny. Czuła na sobie spojrzenie wszystkich zgromadzonych tu osób.
 - Chodź tutaj, dziecko. - Zwróciła się do niej brunetka.
Niskie schodki prowadzące na scenę wydawały się blondynce naprawdę wysokie. Dotarła i stanęła obok kobiety.
 - Oto uczestnicy naszego projektu! - powiedziała zadowolona. - Liam, Evanlyn, chcecie coś powiedzieć?
Wylosowani jednak nie potrafili się ruszyć. Widzieli przed sobą tłum ludzi. Tłum, z którego właśnie zostali wylosowani. Dwie osoby z setek tutaj obecnych...
 - Dziękuję za przybycie! - ogłosiła na zakończenie brunetka i skierowała się w stronę helikoptera.

______________________________

Hej, hej, witajcie w rozdziale pierwszym!
Znając życie jest strasznie przewidywalny, ale postanowiłam go w końcu dodać, bo w sumie... ponad miesiąc nic się tu nie działo ;-; (dokładnie 42 dni o.o , tak, policzyłam!)
Moją pracę na brudno - wszyściuteńkie karteluszki i inne papierki dotyczące tego rozdziału dodam później w edit c:
Mam nadzieję, że się podobało i idę na lekcję wychowawczą... (nie ma to jak przepisywanie rozdziału w szkolnej bibliotece)
Ostatnio głośno jest o jakiejś "III wojnie światowej"... jestem prorokiem ;-; ale nie martwcie się ;) opowiadanie, które miało w podtekście jej wybuch jest już w całości spalone ;) (nie będę cytować, bo będzie makabra)
Niech już będzie... idę, no, idę ;p

Pozdrowienia od SrebrnoZłotej ;**

~~Tu miejsce na EDIT~~



^_^




PS - KOMENTUJCIE